fbpx

Obchody.

Obchody.

Po kolejnej rocznicowej wizycie pod FSO określiłem te spotkania jako Święto Zmarłych Samochodów i przypomniało mi się ono kiedy w majówkę podjechałem pod Stadion Narodowy na spotkanie fanów Poloneza.

Do samego modelu mam osobliwy stosunek. Wiadomo, mega podobały mi się futurystyczne zegary w kratkę czy obszerne, misiowe fotele. Nieco później dostrzegłem pewne niuanse nadwozia, na przykład to, że było ono ewidentnie za szerokie w stosunku do kół, jak w modelu 125p zresztą.

Wyśmiewałem Poloneza za rachityczne silniki o niskiej kulturze pracy czy wielgachną przednią szybę, dla której długo nie potrafiło FSO skonstruować odpowiednio ustawionych wycieraczek. To samo było z super wysokim progiem bagażnika, z czasem również i to udało się poprawić.

Spotkanie pod Narodowym odbyło się w cieniu informacji o odejściu Bronisława Cieślaka, brawurowego odtwórcy tytułowej roli porucznika Borewicza w kultowym serialu „07 Zgłoś Się”. Właściciele przybyłych samochodów postanowili zresztą uczcić jego pamięć stosownym ustawieniem aut.

Na zlocie pojawił się w zasadzie jeden prawdziwy Polonez (czyli ten ze wszystkimi wadami aut pierwszej serii), który przy okazji był najuboższym z wyprodukowanych przez FSO. Co ciekawe, moim zdaniem prezentował się najciekawiej.

Dobrze mu zrobiły prostokątne światła oraz uproszczone i mniejsze zderzaki. O braku listew bocznych nie wypowiadam się. Takie były czasy, że nikt nie miał głowy do tak mało znaczących dupereli. Samochód wyglądał na niedokończony, ale wcale takim nie był.

W czasach Motomagazynu mieliśmy okazję testować na torze próbnym FSO ówczesną premierę czyli Caro z klimatyzacją. Był gorący dzień, z klimy lała się na buty woda, zresztą nie bardzo było gdzie te nogi trzymać bo zajmowała miejsce pod deską rozdzielczą od strony pasażera.

Właśnie tych modeli było w majówkę najwięcej. Przebudowane, doposażone i jak na moje oko kompletnie wypaczające elegancję początkowej wizji modelu. Co poradzić, to było wciąż to samo auto, ale dwie dekady po premierze.

Spod Stadionu odjeżdżałem z mieszanymi uczuciami, za kierownicą Marei oczywiście. I taka mnie dopadła refleksja, w końcu mój Fiat to rocznik ’98, że szkoda było silić się na ożywianie konstrukcji, która już dawno odeszła do lamusa. A może trzeba było znowu pogadać z Włochami o licencji?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *