fbpx

Zero zaskoczenia?

Zero zaskoczenia?

Nie mogę z ręką na sercu powiedzieć, że Marea została całkowicie przygotowana do zimy. Co prawda opony całoroczne założone, silnik wyczyszczony preparatami Forte, świece i przewody zmienione, ale od września nie miałem okazji dużo pojeździć i stąd pewność auta nie była wielka.

Tak już mam, ze powoli przyzwyczajam się do samochodu. Co ciekawe, im jestem starszy, tym dłużej mi to zajmuje i tak naprawdę, jest coraz trudniejsze. To pewnie kwestia doświadczenia, że oczekiwania większe a w parze z nimi idą rozczarowania.

Nie miałem wielkich oczekiwań podejmując zakup starszego Fiata. Praktycznie w kwocie zakupu oczekiwałem, że samochód będzie miał to „coś” poza zwyczajowym kilogramem plastiku w kabinie i nieciekawej linii nadwozia na zewnątrz.

W Marei „kupiło mnie” wyposażenie czyli automatyczna skrzynia biegów (jako ciekawostka bardziej, niż niezbędnik), szyberdach, welurowa tapicerka (tak jednak odmienna od zwyczajowo szorstko szmacianej) i automatyczna klimatyzacja.

Na własne potrzeby zmieniłem w aucie radio na fabryczne bo nie lubię tzw. aftermarketowych odbiorników w samochodach gdzie przewidziano urządzenie lepiej wkomponowane w design wnętrza. Dołożyłem też fabryczne kołpaki.

Marea miała być z założenia projektem minimum, więc na powyższym poprzestałem w wydatkach i skupiłem się na technice, przecież wiedziałem, że po jesieni przyjdzie zima. Na koła pojawiły się opony całoroczne, przejrzałem hamulce (wymiana płynu), wypłukałem chłodnicę – tutaj.

Silnik otrzymał nowy rozrząd, paski, napinacze, przewody wysokiego napięcia i świece. Wylałem też start płyn we wspomaganiu i oczywiście kompleksowo wyczyściłem silnik z pomocą zestawu preparatów Forte – tutaj (proszę pamiętać o wpisaniu kodu rabatowego „Likonic”).

Zdawać się mogło, że nic mnie nie zaskoczy, ale potem gruchnęła wieść o nadchodzącej Bestii ze Wschodu – tutaj. Wciąż spałem spokojnie bo marny akumulator z Marei zastąpiłem mocniejszą baterią Ipla, po czym Fiat zaczął bardzo sprawnie zapalać.

Co więc było powodem mojej niepewności gdy w poniedziałkowy ranek wyszedłem na słońce i mróz minus 20 stopni? Chyba tylko chore uprzedzenia przed włoskimi kaprysami i rzekomą niezdatnością tamtejszych pojazdów do radzenia sobie z niskimi temperaturami.

Wiadomo, jak chcesz jeździć zimą to tylko Saab lub Volvo. Sam kiedyś wyznawałem tę zasadę i głosiłem ją bezwstydnie, zwłaszcza zza kierownicy różnych modeli szwedzkich marek. Tym razem zima dopadła mnie w Fiacie.

Pierwsze doświadczenia nie były złe. Fiat jest jednak dość lekki, na lodzie nie płuży a wielosezony Toyo Celsius – tutaj – spisują się znakomicie niezależnie od temperatury, co podnosi pewność siebie za kierownicą. Dodatkowo, Marea lubi zabawy bokiem a niedociągnięte linki ręcznego (niedopatrzenie) akurat w tych warunkach stają po mojej stronie.

Fiat od początku frapował mnie dźwiękiem silnika. Pewnie dlatego, że najpierw był on denerwująco brzęczący co doprowadziło do wymiany całego wydechu na markowy produkt Walker, ale to nie wyciszyło silnika, który nadal daje znać o sobie groźnymi pomrukami.

Nie do końca mi to pasuje do wizerunku statecznej limuzyny i chyba trzeba w końcu przyjąć do wiadomości, że zielony sedan takim autem nie jest. Tak, ma dość konserwatywną linię, ale siedzi w nim zadziorny charakter, który wciąż i od nowa daje o sobie znać. I dobrze.

Dzisiaj stuknęło równe 4 tysiące kilometrów jak się poznajemy i powoli wjeżdżam się w Mareę. Wiem już jak obchodzić się z pedałem gazu by stosownie wymuszać tryby pracy automatycznej skrzyni, układam się do pracy zawieszenia Fiata, które też jest dość specyficzne.

Wygląda na to, że naprawdę zielony (metalik) Fiat był trafionym zakupem więc powoli odpuszczam napięcie pierwszych randek. Kto wie, na wiosnę może się okazać, że będziemy częściej śmiać się ze swoich dowcipów, a nawet porozumiewać się bez słów.

Póki co, zobaczcie jak Marea poradziła sobie z zimnym wyzwaniem – poniżej. Do przygody z Fiatem jeszcze wrócę bo to kolejna Włoszka w moich rękach, w tak w sumie krótkim odstępie czasu. Czyli co, wychodzi na to, że bez emocji żyć się nie da co akurat jest pocieszającą konkluzją.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *