fbpx

Wiadomo, czasami ambicje przerastają możliwości, ale co zrobić kiedy budżet nie jest z gumy a człowiek zdeterminowany żeby jednak jeździć „Ameryką”? Cóż, jest na to sposób.

Zamiast dąć w narodową trąbę, pozwolę sobie dzisiaj na drobne wspominki a okazją do nich niech będzie przypadające właśnie 11 listopada święto pożeraczy gęsiny znanych bliżej społeczeństwu poprzez imię Świętego Marcina.

Kogo nie zapytam to z człowieka szydzi, ale jak spytać czy by chcieli być na jego miejscu z tym całym majątkiem, urzędem i Melanią to argumentacja nagle traci na sile. Z wielkiej szydery zostaje słabe kwękanie a potem cisza.

To było popularne hasło tamtego lata a wzięło się z zamieszek na ulicach Los Angeles po brutalnym pobiciu czarnoskórego Rodneya Kinga przez białych policjantów. Niestety, rozruchy nie miały na celu wsparcia dla Kinga tylko podpalanie radiowozów i okradanie sklepów.

Zupełnie bez echa zamelinował się w ogłoszeniach samochód, na który warto zwrócić uwagę. Nie będę dyskutował na temat ceny bo ta jest pewnie do uzgodnienia. Po prostu ustalmy co to za wynalazek a dalsze decyzje podejmiecie sami.

Jest taka wąska grupa samochodów, które charakteryzują się nietypowym umieszczeniem silnika za plecami kierowcy i pasażera. Takie były MG-F, wiele modeli Lotusa czy Porsche Boxster. Takie samochód proponował też amerykański Pontiac.

Jest taka śmieszna prawidłowość z desantem samochodów pomiędzy kontynentami, że coś, co w jednej części uchodzi za pospolite, po przetransportowaniu w zupełnie inną, staje się rzadkością.

7/7