fbpx

W powszechnym zachwycie modelem 124 nie sposób pominąć milczeniem faktu, że kupowanie tamtego auta w wersji coupe jest pewnym nieporozumieniem. Powodem owego jest istnienie modelu oznaczonego skromnie SEC.

Mam nadzieję, że ktoś pamięta ten kultowy pojazd, który latami dostarczał ciepłej strawy wędrowcom zabłąkanym w centrum polskiej stolicy i konkurencję dla jego menu stanowić mogły tylko zapiekanki z Niewiadówki.

Mówi się, że posiadanie wspaniałego samochodu to powód do szczęścia. Poza oczywistą kwestią względności owej wspaniałości pozostaje jeszcze taki drobiazg jak wartość klasyka w kontekście współczesnego ruchu drogowego.

Rok 2020 chyli się ku końcowi i nie znam osoby, która otwarcie przyznaje, że będzie za nim jakoś specjalnie tęsknić. Z pewnych względów podzielam w dużej mierze to odczucie co nie znaczy, że nie pozwolę mu odejść z klasą.

Dla miłośników Mercedesów ten samochód to Święty Graal, ale nie dla wszystkich. Entuzjaści mocnych silników pod maską legendy taksówkarzy będą zadowoleni zaś pozostali stwierdzą, że to jednak świętokradztwo.

Dwa lata temu zgłosił się od znajomego klient, który postanowił dać skok do starszego samochodu. W jego przypadku, na co dzień kierowcy najnowszego modelu SL Mercedesa i to w wersji AMG, to miał być rzeczywiście wyczyn.

„Evo 2 została sprowadzona z Japonii, jest w stanie nienagannym i poszukuje nowego właściciela, który wstawi ją do kolekcji lub zacznie jej używać w naturalnym środowisku czyli torze wyścigowym.”

Ten Mercedes był przełomowy pod wieloma względami. Kilka dni po premierze przewrócił się w teście łosia i usłyszał o nim cały świat. Niewiele natomiast mówiło się o jego specyficznej konstrukcji.

Od prawie roku nie napisałem nic na temat W124. Doceniam ten projekt ale samochodu nie lubię. Robiłem dwa podejścia i jakoś nie pykło. Skoro jednak swojego sprzedaje Damian Śmigielski, nie wypada sprawy przemilczeć.

9/20