fbpx

We wczesnych latach 90. byłem zafascynowany futurystyczną linią Forda. W trakcie zbierania materiałów dziennikarskich w USA spotkałem się nawet z jednym z ówczesnych młodych stylistów marki, Finem Taru Lahti.

Przez lata Ford produkował model Bronco. Prosty, mocny samochód terenowy z dachem nad przednimi fotelami i zdejmowaną zabudową paki. Potem ktoś wpadł na szatański pomysł Bronco II i sprawy się skomplikowały.

Wielkanocny poniedziałek przyniósł sensację internetową w postaci fabrycznie nowego Focusa, którego znowu ktoś proponuje do kupienia za kwotę w granicach 40 tys. złotych. Moim zdaniem szkoda nerwów, kiedy znacznie taniej jest do wzięcia ciekawszy Ford.

To bardzo przykre i ironiczne, że wiele z tzw. ikonicznych samochodów nie doczekało czasu ponownej świetności z powodu słabego zabezpieczenia ich nadwozi przed korozją. Sierra to jedna z ofiar na tej długiej liście.

Kiedy wpatrzycie się mocniej w ilustracje ogłoszenia tego Forda, rzuci wam się w oczy film przygotowany przez redakcję „Auto Świata Classic”. Postawiona w nim teza poruszyła mnie.

Zwykło się lekceważyć plebejskie marki, jak Ford czy Opel. Głównie za to, że skierowane są do masowego odbiorcy. Nawet one miały jednak swoje dni chwały, a modele sprzed lat wciąż, z klasą, o tym przypominają.

Nazwisko detektywa z San Francisco, od kilku lat wymieniane jest zawsze ze wzmianką o Mustangu. Zupełnie tak, jakby ten model nie był w stanie zainteresować nikogo swoimi walorami a kierowca Forda musiał czuć się jak Frank, żeby w ogóle zasiąść za kierownicą tego modelu.

Można być całkowicie pewnym, że moc ani brzmienie tego diesla, nie poruszą niczyjej wyobraźni. Tak było wtedy, tak jest dzisiaj. Co nie znaczy, że taki Orion nie może się komuś spodobać.

Jeśli komuś lata 60. wydają się relatywnie nieodległe to widocznie sam z tamtej epoki się wywodzi albo dawno nie widział auta z tych lat.

18/19