fbpx

Jedną z najbardziej znanych dyscyplin plażowych polskich miast jest męski topless czyli paradowanie po trotuarach z wiatrem na klacie. Czy można to jakoś ulepszyć? Oczywiście, ale do tego potrzebna będzie C4 Corvette bez dachu.

Musiało do tego dojść. Nie, nie stałem się celebrytą, ale dochodzimy w mojej motoryzacyjnej pamięci do czasu kiedy taki Chevrolet był moim właściwie codziennym środkiem lokomocji. I to są całkiem miłe wspomnienia.

We wtorek dochodziłem źródła nazwy francuskiego skutera, ale w tym przypadku trzeba mocno podkreślić, że inspiracją nazwy amerykańskiej terenówki nie był krój swetra, ale ognisty, strzelisty płomień.

Trzeba mieć sporo wyobraźni żeby nazwać niewielki samochód pseudo sportowy imieniem jednego z lepiej kojarzonych pistoletów, ale co nie psuje marki to chyba tylko może jej pomóc. Swoją drogą, że taka nazwa nie została zastrzeżona?

Kogo nie zapytam to z człowieka szydzi, ale jak spytać czy by chcieli być na jego miejscu z tym całym majątkiem, urzędem i Melanią to argumentacja nagle traci na sile. Z wielkiej szydery zostaje słabe kwękanie a potem cisza.

Niektórzy z czytelników zapewne pamiętają historię czerwonego Monte Carlo Z34, które odnalazłem porzucone w krzakach i wspólnie z kolegą przywróciłem do życia a następnie nadałem mu nową osobowość. Cóż, to nie jest tamten samochód.

Ten model mnie zwyczajnie prześladuje, ale kto by pomyślał, że nawet zwyczajna przechadzka po Oldtimer Show w Nadarzynie też musi człowieka zaprowadzić do Chevroleta Monte Carlo? Czy to był ostatni raz? Życie pokazuje, że wcale nie.

Ten model jest absolutnie magiczny. W swoim czasie zerwał z prymitywną konstrukcją poprzedników, dodał zegary LCD i reflektory, które samym włączaniem i wyłączaniem robiły większą robotę niż zdalne odpalanie silnika.

Kto nie widział „Pulp Fiction”, niech obejrzy. Inaczej nie pojmie tytułu ani kultowości tego samochodu. A dodam, że Nova to było coś nawet zanim Tarantino wsadził do niej dwóch półgłówków odegranych przez Johna Travoltę i Samuela L. Jacksona.

9/11