fbpx

Wyposzczeni.

Wyposzczeni.

Wyposzczeni.

Czegoś takiego w krajowym ściganiu klasyków dawno nie widziałem. Zawodnicy tak spragnieni startów, że na pierwsze w sezonie imprezy przybyli tłumnie a często na obie naraz chociaż w ubiegłych sezonach starannie dobierali kalendarz.

Nie ma się co dziwić. Pandemia opóźniła sportową aktywność o kilka miesięcy a to nie jest dobre dla zawodników ani ich maszyn. Wiadomo, jedni i drudzy rdzewieją i obserwacja pierwszych tegorocznych startów pokazała to wyraźnie.

Inna sprawa, że czerwcowa pogoda nikogo nie rozpieszcza. Lampa na przemian z pompą to chyba najkrótszy sposób żeby aurę opisać. I nie ma tu żadnej przesady, bo w słońcu asfalt torów w Ułężu i Słomczynie rozgrzewał się niemiłosiernie.

Już samo to sprawiło, że startujący mieli niemały problem z doborem ogumienia. Ułęż, znany z apetytu tamtejszych alejek na wszelkiej marki wyroby gumowe i tym razem podjadł sobie za sprawą nowo nawiezionych opon. Słomczyn natomiast pozostawiał w niepewności czy aby nie sięgnąć po deszczową gumę bo chmury i burze krążyły nieopodal a pod koniec dnia pobliska Warszawa przeżyła prawdziwe oberwanie chmury.

Pogodowe kaprysy nie mogły zrazić żądnych wrażeń zawodników. Na Ułężu pojawiło się aż 90 ekip a w Słomczynie było ich już ponad 120 z dodatkową listą oczekujących. Nic w tym dziwnego, do końca sezonu rund jak na lekarstwo a przecież każdy ma chrapkę na punktowane miejsce.

Byłem na obu rundach a że odbyły się w raptem tygodniowym odstępie to relacja jest jedna ale dla obu. Przygotowałem ją w formie video a uzupełniam zdjęciami, w tym z aparatu niezawodnego Kuby Żołędowskiego, któremu serdecznie dziękuję za ich udostępnienie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *