fbpx

Niedosyt „Mille Miglia”.

Nie wiem jak wam, ale mi towarzyszy od ponad tygodnia. Postanowiłem zwrócić się do Kuby Żołędowskiego o pomoc na to schorzenie, a on odpowiedział ogromną porcją zdjęć i tekstem. Zatem, przeżyjmy to jeszcze raz.

Początkiem każdej edycji Mille Miglia jest uroczysta ceremonia plombowania samochodów, które przeszły badanie techniczne i zostały oficjalnie zakwalifikowane do startu. Z wielkiej hali Fiera di Brescia, 430 najpiękniejszych klasyków w kolumnie i asyście włoskiej policji skierowało się na plac Piazza della Vittoria w Bresci. Sam plac jest przykładem architektury lat trzydziestych poprzedniego wieku, która wyparła średniowieczną przestrzeń. Dominuje masywny gmach poczty oraz kilka budynków użyteczności publicznej.

Charakterystycznym motywem uroczystej ceremonii plombowania samochodów są czerwone dywany rozłożone na placu. To po nich, niczym gwiazdy kina, nieśpiesznie przemieszczają się klasyczne perełki. Organizator zadbał również o odpowiednią oprawę muzyczną. Nagłośnienie na placu Piazza della Vittoria oraz muzykę na żywo w postaci orkiestry, która grała w pobliskich, wąskich uliczkach.

To przedstartowe wydarzenie jest okazją dla publiczności, aby podziwiać startujące auta zgromadzone w jednym miejscu. Wzdłuż trasy przejazdu stoją setki zaciekawionych kibiców z flagami z charakterystyczną czerwoną strzałką i napisałem ‘1000 Miglia” – oficjalnym znakiem wyścigu. Uroczysta ceremonia jest również jednym z ulubionych momentów samych kierowców. Przyznają, że uczucie, kiedy cały Wyścig Tysiąca Mil jest ciągle przed nimi, nie ma sobie równych. Co nie znaczy, że cały wyścig to jedna wielka sielanka. Tradycyjnie dla Mille, pogoda była w kratkę. Słońce świeciło na zmianę z lekką mżawką, która była dla załóg startujących klasycznymi samochodami bez dachu pierwszą próbą zetknięcia się z możliwym deszczem na trasie Wyścigu Tysiąca Mil.

15 maja, przelot dziewięciu odrzutowców pozostawiających za sobą efektowne smugi w trzech kolorach włoskiej flagi rozpoczął oficjalną ceremonię startu. O godzinie 14:30 pierwszy i najstarszy samochód zjechał ze specjalnie przygotowanej rampy startowej. Stąd załogi wyruszyły na południe w stronę Rzymu, aby ponownie wjechać w sobotę do Brescii na metę wyścigu.

Uroczysty start do Mille Miglia to wielka i niezapomniana chwila. Wspaniała oprawa oraz panująca atmosfera to znak rozpoznawczy najpiękniejszego wyścigu na świecie. W Bresci od rana szaro i zimno, ale po południu zaczęło się rozpogadzać i ceremonia startu odbywała się w przebłyskach słońca. Niezmiennie impreza miała charakter wielkiego święta, które celebrowali zgromadzeni kibice przy alei Viale Venezia i żegnający 430 klasyków.

Podczas pierwszego etapu do pokonania były 322 kilometry trasy i dwadzieścia jeden odcinków na regularność. Tutaj trzeba było wykazać się bezbłędnym wyczuciem, pełnym skupieniem i nienaganną współpracą kierowcy i pilota. Najmniejszy błąd liczony w częściach sekundy może szybko zmienić zajmowaną pozycję. Po przejechaniu pierwszych dwóch sekcji punktowanych odcinków załogi wjechały do Ferrary. To małe i spokojne miasto zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Unesco. Trasa Mille Miglia była wytyczona przez historyczną część urokliwego miasteczka po drogach wyłożonych brukiem.

Metą pierwszego etapu podobnie jak w zeszłorocznej edycji była Cervia. Nadmorski kurort, do którego pierwsi wjechali kierowcy najstarszych o 21:55. Pomimo połowy maja w Italii panowało zimno. Wieczorem temperatura spadała do jedynie 7C.

Zmienne warunki pogodowe na trasie tysiąca mil, kilkaset kilometrów dziennie za kierownicą zabytkowego auta w spartańskich warunkach, potrafi mocno dać w kość załodze. Mille jest wyczerpujące dla ludzi i sprzętu o czym niech zaświadczy fakt iż z ponad 400 samochodów zgłoszonych do startu, przeszło sto nie dojeżdża do mety.

Załogi zespołu Perlage uzyskały bardzo dobre i obiecujące rezultaty. Krzysztof i Dorota Weka w Astonie Martinie DB2 po przejechanych 21 odcinków zostali sklasyfikowani na dobrym 108 miejscu, na ponad 400 samochodów. Druga załoga Perlage Team w Bentley 3.5 uplasowała się na 115 miejscu.

Na mecie odcinka w Cervii, kierowca Astona zgłosił jednak serwisowi niepokojące dźwięki, które pojawiły się w czasie jazdy. Zespół mechaników błyskawicznie przystąpił do pracy i przejrzał dokładnie wszystkie podzespoły. Okazało się, że awarii uległ jeden z elementów przeniesienia napędu. Pomimo wielogodzinnych starań, nie udało się usunąć awarii. O godzinie 6 rano zespół podjął decyzję o wycofaniu jednego z samochodów z dalszej rywalizacji.

W takiej sytuacji, o 6:52 w czwartkowy poranek, drugie auto zespołu Perlage Team – Bentley 3.5 z 1936 roku wyruszył na trasę drugiego etapu. Ten prowadził z Cervii przez Urbino, Fabriano, Terni do Rzymu. Pogoda umiarkowana, na horyzoncie nie widać deszczowych chmur także holenderska załoga w odkrytym Bentleyu może podróżować bez większych obaw. Tego dnia, trasa wyścigu wiodła innymi drogami niż w ubiegłym roku. Początkowo wzdłuż wybrzeża Adriatyckiego, szybko jednak kierowcy wjechali w teren górzysty.

Wielką atrakcją dla uczestników Mille Miglie był przejazd przez zabytkowy Asyż. Droga prowadziła niezwykle wąskimi i krętymi uliczkami historycznego miasteczka. Część z nich przypominała nawrót i kierowcy dosłownie musieli używać biegu wstecznego, aby pokonać na trzy najciaśniejsze fragmenty trasy. W tych miejscach najliczniej zgromadzili się mieszkańcy, którzy wiwatowali nagradzając brawami każdego uczestnika.

Podczas drugiego etapu do pokonania było 571 kilometrów trasy i czterdzieści dwa odcinki na regularność. Większość z nich była rozegrana w górskim terenie. Utrzymanie wyznaczonej średniej prędkości na podjazdach z krętymi zakrętami jest niezwykle trudnym zadaniem. Poprawiła się pogoda. Po ostatnich szarych dniach i bardzo chłodnej nocy ociepliło się i wyszło słońce. Dzięki temu poprawiła się frekwencja kibiców, których jest znacznie więcej niż w środę. W barwach ciepłego słońca Wyścig Tysiąca Mil prezentuje swoje najlepsze walory.

Ubiegłoroczny zwycięzca Argentyńczyk Juan Tonconogy startuje w tym roku na Bugatii Type 40 i zajmuje obecnie czwartą pozycję. Po pierwszym dniu był trzeci. Prowadzi Włoch Giovanni Moceri w Alfie Romeo 1500 S z 1928 roku, który rok temu stanął na drugim stopniu podium. załoga klasycznego Bentleya Perlage Team, po dwóch etapach i przejechaniu łącznie blisko 900-kilometrów, zajmuje 114 pozycję. Pozostałe polskie załogi też dobrze sobie radzą. Tadeusz Kozioł i Monika Sikora w Mercedesie 300 SL, którzy zajmują 130 pozycję, natomiast Jerzy Krzanowski i Maria Lasek w Porsche 356 1500 Speedster są na 373 miejscu. Po dwóch etapach sklasyfikowano 416 klasycznych samochodów.

Rzym jest punktem zwrotnym wyścigu. Po przejechaniu dwóch etapów i blisko 900-kilometrów, załogi, po krótkiej przerwie na sen, wyruszyły w drogę powrotną na północ. Początkowa część trasy była podobna do zeszłorocznej edycji. W dalszej części jednak nie kierowała się w stronę zachodniego wybrzeża, tylko prowadziła najpiękniejszymi drogami Italii przez Toskanię. Po drodze Mille zahaczyło o historyczne miasta w tym średniowieczną Sienę, gdzie załogi zatrzymały się placu Piazza del Campo i udały na przerwę obiadową.

Około godziny 16 pierwsi zawodnicy wjechali do Florencji. W popołudniowych godzinach szczytu miasto zaczęło się korkować. Dojechanie do punktu kontroli w wyznaczonym czasie stało się wyzwaniem. Dla startujących w Mille Miglia kierowców przedzieranie się przez zakorkowane miasto było bardzo ciężkim zadaniem. Kolejny dzień wyścigu zebrał żniwo i wyeliminował przez awarie techniczne i wypadki wielu zawodników.

Wieczorem ostatnia sekcja trzeciego etapu prowadziła z Florencji do Bolonii przez wąskie, górzyste drogi. To niewątpliwie najcięższe jak dotąd trasy tegorocznej edycji. Ciasnymi serpentynami przez góry prowadziły czerwone strzałki „1000 Miglia”. Ta partia zdecydowanie przypominała historyczne edycje wyścigu. Górska sekcja była bardzo wymagająca dla ludzi i sprzętu. Liczne podjazdy z dużymi wzniesieniami powodowały, że siniki się grzały. Na zjazdach natomiast przegrzewały się hamulce. Dodatkowym utrudnieniom były rozstawione na wąskiej trasie liczne serwisy, które pomagały swoim załogom w usuwaniu awarii i uzupełniania paliwa. Samochody startujące z najwyższymi numerami pokonywały morderczą trasę po ciemku oraz miejscami w deszczu.

Piątkowy poranek okazał się ciepły i słoneczny, a opady wystąpiły tylko lokalnie w górach. Na sobotę zapowiadane są ulewy, które zdecydowanie utrudnią życie załogom startującym w samochodach bez dachu. Giovanni Moceri w Alfie Romeo 1500 S z 1928 roku utrzymał prowadzenie w wyścigu. Na drugiej pozycji Adrea Vesco w Alfie Romeo 6C z 1929 roku – zwycięzca Mille Miglia sprzed dwóch lat. Na trzecim miejscu Argentyńczyk Juan Tonconogy w Bugatti Type 40, który wygrał zeszłoroczną edycję. Zapowiada się pasjonująca walka do końca pomiędzy utytułowanymi kierowcami. Różnice między nimi to pojedyncze setne sekundy.

Bentley Perlage Team awansował do pierwszej setki i jest na dobrej 95 pozycji. Holenderskie małżeństwo jedzie bardzo równo, stale poprawiając swoją pozycję w klasyfikacji. Dobrze jadą Polacy, Maciej Kozioł i Monika Sikora w Mercedesie 300 SL na 134 miejscu, a Jerzy Krzanowski i Maria Lasek w Porsche 356 na 373 pozycji.

Sobota 18 maja, to ostatni etap Mille Miglia. Zmęczenie wszystkich jest duże bo trzeci etap okazał się bardzo wymagający i morderczy. Wiele teraz zależy od pogody, czy sprawdzi się ulewny deszcz. Nie jest tajemnicą, że historyczne samochody gubią olej, który pod koniec każdego dnia wyścigu jest uzupełniany. Pozostawione na drodze ślady oleju na mokrej nawierzchni są bardzo śliskie i tworzą niebezpieczne sytuacje. Opony z epoki, nie mają współczesnych właściwości co powoduje, że przyczepność jest bardzo ograniczona.

Niestety, prognozy sprawdziły się i od rana padał długo zapowiadany deszcz. Momentami był bardzo obfity i sprawiał zawodnikom trudności. Na szczególne niedogodności mogli się skarżyć kierowcy w samochodach bez dachu. Ostatni etap liczył blisko 350 kilometrów i 11 odcinków sportowych na regularność.

Tegoroczną edycję Mille Miglia 2019 wygrał Giovanni Moceri w Alfie Romeo 1500 S z 1928 roku. Włoch przez większość czasu liderował w wyścigu. Na drugim miejscu uplasował się Adrea Vesco w Alfie Romeo 6C z 1929 roku – zwycięzca Mille Miglia z 2018 roku. Na trzecim stopniu podium Juan Tonconogy w Bugatti Type 40 z 1927 roku, który nie powtórzył ubiegłorocznego sukcesu. Różnice sumaryczne w punktacji po czterech rozegranych dniach były minimalne.

Argentyńczyk w zeszłym roku startował Alfą Romeo 6c 1500 GS z 1933 roku. W tegorocznej edycji na starcie Alfa Romeo wystawia 44 samochody i jest to najliczniejsza reprezentacja. Marka Alfa Romeo jest bardzo mocno zaangażowana w 1000 Miglia również ze względu na swoje bardzo bogate dziedzictwo historyczne. To właśnie Alfa może pochwalić się największą liczbą zwycięstw w oryginalnej serii, jaka miała miejsce w latach 1927-1957.

 

Tekst i zdjęcia: Kuba Żołędowski/motorsport.com