fbpx

Na fali.

Na fali.

Hyundai zdaje się ostatnio surfować na wznoszącej fali sukcesu. Kolejne modele okazują się hitami a debiut na rynku elektryków należy uznać za bardziej niż udany. W takim układzie, Koreańczycy postanowili zrobić sobie prezent.

Napęd elektryczny, pod wieloma względami, daje projektantom sporą wolność jeśli chodzi o to, co postawią na uniwersalnym podwoziu. Ci, z kolei, korzystają z tej wolności aby przenieść się do zupełnie innych, wcześniejszych czasów.

Trochę to, w sumie, dziwne. Wszak kiedyś nikt nie myślał o takiej unifikacji i samochody budowano z mozołem i w pocie czoła. A na pewno tak właśnie było w Korei. Dlatego dla Hyundaia, model Grandeur był nie lada osiągnięciem.

Flagowa limuzyna to zresztą jakaś obsesja i w swoim czasie każda marka motoryzacyjna, na taką chorobę zapada. Przez dekady cierpi na nią Toyota, ale taki Citroen, Mercedes (teraz, jako Maybach) a również i Amerykanie, wszyscy chcą coś takiego mieć w katalogu.

I niech wytłumaczeniem nie będzie, że liczą na rządowe zamówienia. Do takich potrzeb wystarczyłaby jedna, specjalistyczna, marka na świecie. Coś, jak producent angielskich taksówek. Tu chodzi o honor i sprawa traktowana jest poważnie.

Skoro tak się sprawy mają, to nie powinno się zmierzać na skróty, a zaprezentowany niedawno Grandeur to właśnie próba załatwienia sprawy niskim kosztem. To nie może się podobać i nie uznaję tego modelu za prawdziwy samochód.

Natomiast, jak najbardziej, jego miejsce jest w dziale „neoretro” bo taki on właśnie jest: łączy najnowszą technologię z retro wyglądem, który ma mu nadawać trochę duszy i poczciwości. Czy to wystarczy aby Grandeur osiągnął stosowny status? Wątpię.

Foto: Hyundai

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *