fbpx

Z Zientarem…

Z Zientarem…

… czyli Maćkiem Zientarskim, znam się nie od dziś. Od początków „Motomagazynu” nasze drogi się czasami przecinają. Od paru lat mieszkamy całkiem niedaleko, co sprzyja częstszym wymianom motoryzacyjnych (i nie tylko) przemyśleń.

W minionych latach Maciek mocno współpracuje z niejakim „Hermanem” czyli Darkiem Szubiakiem. Razem tworzą kanał jutubowy „2 Cylindry” gdzie omawiają bliskie sobie klimaty, przy czym Herman jest zawsze bliższy motoryzacji włoskiej a Zientar pozostaje przy miłości do tej amerykańskiej.

Kilka miesięcy temu zebraliśmy się we trzech i powstały odcinki podcastu „3 Cylindry” – tutaj – do których pewnie jeszcze powrócimy, ale generalnie działamy równolegle. Chyba, że komuś coś wypadnie, jak w terminie Zlotu Fiata 126p, który pokrył się z wyjazdem Darka do Albanii.

Cóż było robić, do Inowrocławia z Zientarem pojechałem ja, jak bowiem pewnie wiecie, Maciek ma wciąż zawieszone tzw. lejce a o jego przyszłości za kierownicą przyjdzie jeszcze czas zadecydować. Wskoczyliśmy zatem w jego żółtego Jeepa Renegade i pomknęliśmy na północ.

W Inowrocławiu znaleźliśmy się szybko pomimo porannego postoju na śniadanie (pozdrawiamy ekipę BP przy autostradzie A2), a pogoda tego dnia zdecydowanie dopisała. Zientar coś wspominał, że w mieście kiedyś był, ale ja wiedziałem że to będzie mój tam pierwszy raz.

Na miejsce dotarliśmy o czasie i od razu dał się odczuć rozmach imprezy. Maluchy stały już w karnych rzędach, w centralnym miejscu zlotu rozstawiono profesjonalną scenę, a cały teren wydarzenia okalały namioty z jedzeniem i sklepikami. Widać było, że nie będzie tam nudy.

I faktycznie, przez cały czas ze sceny „szła” konferansjerka, odbywały się występy taneczne i wokalne. W tym czasie dojeżdżali kolejni uczestnicy a my mieliśmy czas na rozmowy, przy czym Zientar głównie występował w roli „misia z Krupówek”, z którym każdy chciał mieć zdjęcie.

Kulminacją zjazdu był… wyjazd czyli przejazd kolumny samochodów przez cały Inowrocław a kiedy już wszyscy powrócili na miejsce, na scenę wkroczyli kolejni artyści, a potem również my. Ze sceny popłynęły wspomnienia wyjazdu Zientarskich (z ojcem, Włodkiem) Maluchem do Bułgarii oraz moje z tripów do Wielkiej Brytanii i Szwecji – zimą.

Zahaczyliśmy też z Maćkiem o wydarzenia sprzed dekady kiedy to jazda włoskim samochodem marzeń skończyła się całkowitą zmianą, a nawet lawiną zmian, w jego życiu. Mówiliśmy otwarcie o tym jak pasja do motoryzacji pozwoliła na pozostanie w wąskim gronie wytrwałych znajomych.

Taki wstęp zapewnił doskonały grunt dla licytacji, które nastąpiły później. Zbierano środki na rehabilitację małej Luizy. Pod sceną pojawiła się na wózku, a licytowaliśmy rozmaite dary (w tym charakterystyczne cylindry) aby za rok wróciła tu o własnych siłach.

Po licytacjach przed zgromadzonymi wystąpił Mezo.

Z Inowrocławia wyjechaliśmy z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Nasze podarunki zebrały na licytacji kilkaset złotych a w sumie wylicytowano przedmioty na kwotę ponad 7 tysięcy złotych.

Mamy nadzieję na Kujawy powrócić bo atmosfera spotkania była fantastyczna przez cały dzień  a poziom organizacji mógłby posłużyć za przykład organizatorom niejednego motoryzacyjnego wydarzenia w naszym, i nie tylko, kraju.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *