fbpx

Słotnie.

Słotnie.

Zloty Forza Italia to od lat imprezy gromadzące mniej lub bardziej zardzewiałe, ale zawsze piękne, włoskie żelazo. Z tym, że w tym roku zabrakło rdzy, za to średnia wieku znacząco zmalała. I nie mówię tu tylko o uczestnikach.

Włoskim samochodem może jeździć każdy, ale nie każdy widzi się w takim. Dla jednych Fiat to zbyt pospolite auto a Alfa Romeo stawia jednak pewne wymagania co do postrzegania własnej atrakcyjności. Czasami, na Alfę zwyczajnie brakuje odwagi.

Tego akurat nie można powiedzieć o zlotowiczach w 2021 roku, bo akurat ta marka była na Forza Italia w Rozalinie reprezentowana bodaj najmocniej. A w tym najwięcej było chyba Giulietty, a dopiero na drugim miejscu plasowała się 159 i pochodne Brery.

Tegoroczny spot odbył się jak najbardziej na żywo i trzeba się z tego powodu cieszyć. Zeszłoroczny zlot przeprowadzono w formule zdalnej i to niekoniecznie się podobało. Cóż, jakie czasy, takie zloty i dobrze, że można było powrócić do starego.

Imprezę podzielono na auta wystawowe, w tym Ferrari, Maserati i nawet Lamborghini. Chociaż, skoro o tym ostatnim mowa, to całe show, z klasykami włącznie, skradła Giulia GTAm, bo miała niepowtarzalny smoczo zielony kolor i była jednym z tylko 500 zbudowanych egzemplarzy.

GTAm widowiskowo porykiwała silnikiem ze swojego stanowiska i przyciągała prawdziwe tłumy. Każdy chciał toto chociaż powąchać, o zaglądaniu pod maskę nie wspominając. Magia silnika Ferrari robi swoje i GTAm była na pewno niekłamaną gwiazdą spotkania.

Samochód na imprezę zapewnił importer marki, a już kilka dni po imprezie poinformowano, że cała seria została wyprzedana i wszystkie GTAm mają już adresy, pod które pojadą. Jeśli taka do was nie trafi to cóż, przykro mi. Strata na pewno jest spora, wystarczy posłuchać.

Wystawa od organizatorów to jedno, ale prawdziwe emocje towarzyszyły zebranym na parkingu opodal. Tam zaparkowano samochody uczestników, którzy wyrazili chęć rywalizacji o tytuł najpiękniejszego samochodu zlotu.

Trudno jednak o taki wybór kiedy auta podobne do siebie jak spod igły i właśnie tej różnorodności, która tak fajnie panowała na terenie wystawy pozakonkursowej, tym razem mi zabrakło. OK, trafiło się Punto Cabrio, a nawet jakieś dwa Uno, ale czy to wystarczy?

Można odnieść wrażenie, że właściciele włoszczyzny przez te lata się dorobili i teraz przyjeżdżają jak dawniej, ale nowszymi samochodami. I dobrze, w następnym ruchu dokupią po jednym włoskim klasyku lub youngtimerze – na przykład takim – i wszystko wróci do normy.

Zlot Forza Italia miał też jeden, zupełnie nie włoski, aspekt, który może niespecjalnie przeszkadzał, ale odbierał imprezie odrobinę uroku. Chodzi oczywiście o pogodę. Było zimno i mokro a to na pewno nie są atrybuty, które łączymy z krajobrazem Italii. Na to jednak nic nie można poradzić.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *