fbpx

Jak kloszardzi, za to nostalgiczni...

Historia tego wydarzenia jest z gatunku tych bardziej uciążliwych. Przede wszystkim Auto Nostalgia była pionierem takich wydarzeń na naszym rynku a ci, wiadomo, zawsze mają trudniej. Jakiś czas temu doszła jej też konkurencja ze strony naprawdę mocnych organizacyjnie przedsięwzięć, które w pierwszym okresie wyraźnie wzięły ją na cel, co mi się osobiście nie podobało i o tym pisałem – tutaj.

Te pierwsze lata i wybuch konkurencji mamy już jednak za sobą i teraz, na bardziej dojrzałym rynku, próbujemy odnaleźć się w realiach, gdzie podaż najwyraźniej zmierza do przerośnięcia popytu. Ciekawych samochodów do pokazania przybywa bowiem naprawdę powoli a zakontraktowanie ich u poszczególnych wystawców sprawia, że aby obejrzeć całą polską stawkę, należałoby wziąć udział we wszystkich imprezach wystawienniczych. Na co nie każdego stać, o poświęconym czasie nie mówiąc.

Żeby już zamknąć temat, dodam jeszcze, że organizatorzy praktycznie wszystkich tego typu wydarzeń, nadmiar uwagi skupiają nie tam, gdzie trzeba. Bo trzeba, przede wszystkim, na wygodzie odwiedzających. I tu, znowu, tegoroczna lokalizacja Auto Nostalgii sprawia, że wjechać na nią dało się praktycznie z jednego tylko kierunku a panowie bileterzy ustawili się tuż za przejściem dla pieszych przy tym skręcie, podczas gdy do bramy wjazdowej było jeszcze dobre 300 metrów.

Nie wymagam myślenia od tych pracowników, różnie to bowiem bywa kiedy ochroniarz dostaje władzę do ręki – najczęściej gorzej niż lepiej. Ale osoby odpowiedzialne, za organizację powinny wiedzieć najlepiej, że gdyby tych geniuszy logistyki przesunąć o te 300 metrów, powstałby elegancki i długi korytarz dla oczekujących na wjazd. Mniej nerwów i czas na przygotowanie drobnych do opłaty (tak, tak, tablic informacyjnych nie było w ogóle, nawet o tym, że taka impreza się tutaj odbywa dla kogoś, kto przypadkiem jechał i wstąpiłby ad hoc).

Po tych korowodach i przemierzeniu jeszcze kilometra wzdłuż hal, miałem nadzieję na mega spektakl – po tym co w Nadarzynie pokazał w dwóch halach Ptak – ale tu znowu, jedna hala, wszystko na miejscu, tylko jakby jeszcze mniej niż przed rokiem. Straganów prawie w ogóle nie było (dlaczego w ogóle nie umieszczono ich wszystkich we foyer?), stołówka świeciła pustkami (żadnego gotowania na żywo, foodtrucka, no nic z tych rzeczy), nie mówiąc o dobrej kawie czy miejscu do posiedzenia i rozmowy z kontrahentem (w końcu to impreza targowa). Ok, kawę podawała Forzaitalia, ale nawet nie z ekspresu ciśnieniowego, więc się nie liczy.

Centralne miejsce zajęły więc samochody brytyjskie, jakby nagle polska publika zaczęła je w ogóle dostrzegać. Po bokach USA, PeeRele i Mercedesy i biedniutkie stoisko Porsche. No naprawdę, w rok po 70 urodzinach, żeby taka marka nie zebrała się na porządne show? Nie rozumiem. Poza Brytolami (a było na czym oko zawiesić, Bentley, sportowe roadstery, niespotykane modele marki Triumph) i fajnym stoiskiem Klubu Celiki, niestety nie znajduję w pamięci niczego, co by przykuło na dłużej uwagę. Poza może dwoma Star-ami w żarówiastych kolorach, ale to traktują jak wybryk raczej, wszak to ciężarówki. I co, po żmudnym parkowaniu, wężu kolejki do kasy, wchodzisz i dostajesz takie coś. Plus, a sprawdziłem to osobiście, niecierpliwość sprzedawców w obu punktach z modelami samochodów.

Mówi się, że niektóre wydarzenia mają swoje apogeum a potem jest już tylko gorzej. Auto Nostalgia nie jest do końca w tej kategorii. Przynajmniej nie dla kogoś, kto odwiedza ją po raz pierwszy. Natomiast stały bywalec może się poczuć rozczarowany. To jak Kuba Błaszczykowski z Wiśle. Lubi się chłopa ale przecież wiadomo, że dni jego sportowej kariery już policzone.

Bardzo bym chciał, podobnie jak Ewa Chodakowska w „Dance, dance, dance”, wystawić Auto Nostalgii najwyższą notę i posłać im serduszko. Mógłbym, jak Robert Kupisz, dać imprezie taką sobie notę, ale okrasić to wzmianką o rozczarowaniu i zachęcie do poprawy. Jestem jednak, trochę jak Ida Nowakowska, po to, by wytknąć Nostalgii braki techniczne i wystawić bezwzględną notę. Ponieważ z wytykaniem już się uporałem, za imprezę w 2019 roku daję szóstkę. Z małym plusem. Bo jednak też jestem nostalgiczny i zależy mi, żeby organizator przetrwał nierówny bój z ornitologią.

Marcin Suszczewski