fbpx

Padł "milion sto" - wiosenna aukcja ardor

Z samego patrzenia za okno nie można wywnioskować, że przyszła wiosna. Kiedy jednak przyjrzeć się przebiegowi wiosennej aukcji domu Ardor, która odbyła się w sobotę 16 marca w Warszawie to z całą pewnością da się stwierdzić, że przybyli na nią kolekcjonerzy mieli już w żyłach nieodłączny zastrzyk wiosennej adrenaliny.

Ardor zgromadził dość przewidywalną, jak na nasze realia, kolekcję samochodów. Królowały Porsche 911 w różnych smakach, od GT3, przez Carrerę 4S po… Speedstera. Kroku dotrzymywał Mercedes z Pagodą 250 i piękną malinową 170-ką oraz Jaguar E Type i klasyczny Mustang. Wiozły się też trzy BMW, piękny Willys, Maserati Biturbo, Krokodyl bez dachu i Volvo Świętego.

Był jeszcze jeden pojazd, o którym akurat było na aukcji głośno, replika Audi Urquattro wykonana w Polsce. Z dobrym odwzorowaniem, solidnie i elegancko. Ale też nie do końca tanio. Pewnie się spodziewacie, że taki wóz to nie czapka gruszek ale żeby podkręcić emocje, od razu powiem, że to był jeden z gwoździ programu aukcji – poszedł za równy milion złotych.
W sumie to przebieg aukcji można porównać do tego, co w Ardorze działo się przez cały zeszły rok: było łagodnie i większość samochodów nawet nie wystartowała z licytacją. Co nie znaczy, że Mercedes 170 i Volvo P1800 nie znalazły nabywców bo poszły szybko za 100 i 110 tysięcy złotych. Natomiast pozostałe auta nie mogły liczyć na takie uznanie.
O ile nie szkoda mi zebranych BMW czy Krokodyla a nawet Maserati to uważam, że kogoś przyćmiło skoro Wyllisa nie zgarnął nikt, a potrzeba było pewnie z 80 tysięcy złotych. Ciekawy był też Mustang ale nikt nie chciał za niego zapłacić więcej jak 120 tysięcy. Co nie zmienia faktu, że przy żółtym 911 Speedster licytacja rozgrzała się mocniej i ostatecznie auto sprzedano za milion sto tysięcy złotych.
I to takie podsumowanie wiosennego licytowania. Poszły wynalazki i solidne oferty. Autami w cenie poniżej 100 tysięcy złotych nikt się raczej nie interesował.
 

Marcin Suszczewski