fbpx

Zimowe daily.

Zimowe daily.

Zimowe daily.

Zapadła decyzja o zakupie samochodu na zimę (zresztą na lato też). Budżet był raczej cienki za to wymagania spore. Auto miało być wolne od korozji i estetyczne, ale również miało mieć w sobie coś. Cokolwiek, byle nie było nijakie.

Przewertowałem ogłoszenia chociaż chyba w dzisiejszych czasach powinno się powiedzieć „przescrollowałem” bo przecież nie ma już gazet ogłoszeniowych a kolumny z propozycjami zakupu w magazynach opatrzone są cenami, na które nie miałem ochoty spoglądać.

Pewnie myślicie, że skoro robię to na co dzień to było mi łatwiej. Otóż nie, okazuje się, że wybór auta dla siebie to co innego niż dla kogoś. Polecając samochód przede wszystkim staram się zwrócić waszą uwagę na dany model i nie martwię się o jego stan techniczny.

Oczywiście, staram się rekomendować pojazdy, które sprawiają dobre wrażenie, ale to do was należy dalsze sprawdzenie stanu technicznego i pozostałych aspektów. A zasada jest taka, że przynajmniej jeden z punktów tzw. sprawności musi zostać spełniony.

Te punkty zaś to: dobry stan blacharski i lakierniczy, kondycja wnętrza, sprawność techniczna. Jeśli uwagi pojawiają się w każdym obszarze to należy niestety z zakupu zrezygnować bo walka na wszystkich frontach może nas zwyczajnie wykończyć.

Po dłuższej analizie mój wstępny wybór padł na dwa samochody. Jednym było Mondeo 1.8 tzw. poliftowe. Auto w idealnym stanie, ale wyjściowo kosztowało ponad 7 tysięcy złotych. Do tego znajdowało się pod Płockiem i nie było zarejestrowane. Więc odpuściłem.

Wtedy sprzedający zredukował oczekiwania w ogłoszeniu Fiata Marea. Samochód mnie zaintrygował bo jak na Fiata był niewiarygodnie wyposażony, w tym: automatyczna skrzynia biegów, szyberdach, automatyczna klimatyzacja i grzanie foteli. Marea z takim wyposażeniem? Niewiarygodne.

Po krótkiej korespondencji umówiłem się na oględziny a te wypadły całkiem obiecująco. Co prawda słychać było wydech a na lakierze zauważyłem kilka zadrapań i wgniotek. Za to spód Fiata prezentował się jak nowy a wnętrze również zachęcało, gdyby nie wszechobecny smród zapachów.

Tak, dokładnie tak bym to ujął bo mam wrodzoną niechęć do samochodowych aromatów wieszanych w postaci drzewek WunderBaum, woreczków z kuleczkami czy innych patyczków, słoiczków i takiej tandety. Śmierdzi to jak nieszczęście i doprawdy podziwiam każdego, kto z nimi wytrzymuje. Ja nie.

Skoro o tym mowa, nie sposób zignorować wpływu wieszanych smrodów na atmosferę w kabinie. Konkretnie, że aromaty wbijają w tapicerkę i nie wystarczy przewietrzenie żeby się ich pozbyć. 

Za radą spotkanego na Auto Nostalgii pana Damiana z polskiego przedstawicielstwa marki AutoGlym, potraktowałem tapicerkę środkiem czyszczącym Wurth, który akurat miałem pod ręką. Dodatkowo zdezynfekowałem wnętrze nadesłanym przez Valeo preparatem Clim Spray – tutaj.

Po tych zabiegach natężenie Wunder aromatów nieco spadło a po kilku kolejnych dniach jest już praktycznie pomijalne. Nie spodziewałbym się, że marzenie taksówkarzy może mieć aż taką siłę rażenia.

Ustaliliśmy cenę i przyklepałem umowę. Marea trafiła do mnie na dalsze oględziny. I znowu, zawsze doradzam rezerwację dodatkowej kwoty na prace, które w starszym samochodzie są nieuniknione. W Marei lista nie wydawała się specjalnie długa.

Na pierwszy ogień, po jeszcze letnich cenach, zająłem się oponami. Wywaliłem Kormorany, których nie lubię i poszedłem w wielosezon – tutaj. To sprowokowało mnie do poświęcenia uwagi estetyce samych kół, bo samochód odebrałem na lśniących czarnych kołpakach z allegro – ohyda.

Daily miało być budżetowym projektem więc nie chciałem tutaj wyrzucać pieniędzy. Samochód bardzo ładnie jechał na stalówkach i dokupienie felg niekoniecznie wydało mi się pilnym wydatkiem. Prawdę mówiąc niewiele by to wniosło.

Co prawda poczyniłem przymiarki, nie ukrywam, bo jak się okazuje felgi do Fiata nie kosztują wcale majątku – tutaj. Natomiast po dokonaniu przeliczeń, wolałem te pieniądze wydać na sprawy ważniejsze. Ostatecznie Marea otrzymała oryginalne kołpaki Fiata dedykowane do tego modelu.

Kolejno zająłem się tematami, które poprzedni właściciele zaniedbali. Uruchomiłem centralny zamek sterowany z kluczyka bo skoro jest na wyposażeniu to po co mam za każdym razem dłubać kluczem w klamce. Poza tym auto  ma działający fabryczny alarm, dlaczego z niego nie skorzystać?

Następny na liście był rozrząd. Marea jest od sześciu lat w Polsce i nigdzie znaku na temat jego zmiany. Fiat zaleca wymianę co 60 tysięcy kilometrów lub 6 lat. Moje auto ma już 23 lata ale przebiegu tylko 113 tysięcy. Pomyślałem, że na pewno był już zmieniany.

I tu byście się zdziwili, wyjęty pasek miał fabryczne oznaczenia więc cóż – oryginał. Stawiam, że niemiecka właścicielka (z Berlina) dokonała tej operacji przy przebiegu 60 tysięcy kilometrów i dlatego ten pasek w ogóle jeszcze istniał. Cóż, zmienione, można dodawać gazu.

Może jednak nie tak od razu. Karteczka zmiany oleju datowana 2018 więc zarządziłem czyszczenie preparatami Forte i zmianę oleju oraz wszystkich filtrów, w tym kabinowego. Dodatkowo wywaliłem też dojechane na maxa piórka wycieraczek. I pukający łącznik stabilizatora z prawej strony.

Automatyczna skrzynia zmienia biegi bardzo ładnie, ale przeciąga na zimnym więc tutaj również dolałem preparatu Forte i będę obserwować postępy. Jego działanie sprawdziłem już w trzech innych samochodach, w tym takim gdzie warsztat chciał już skrzynię remontować.

Ostatni aspekt „do poprawy” ujawnił się na myjni kiedy chciałem odpicować auto przed wyjazdem na Konkurs Elegancji do Rozalina – tutaj. Otóż woda wlała się na prawy fotel co każe mi podejrzewać uszczelkę szyberdachu lub prawy jego odpływ.

Z dwojga złego nie wiem co bym wolał, ale zamiast się nad tym zastanawiać po prostu umówię się w specjalistycznym warsztacie, który znam już z górą piętnaście lat i panowie określą przyczynę a przy okazji podregulują sam szyber, którego pewnie nikt od nowości nie dotykał.

Na tym w zasadzie zakończyłem część warsztatową. Ok, przydałoby się jeszcze zmienić rolki paska i zrobić coś w wydechem, który niby wygląda dobrze, ale ewidentnie jest już prawie pusty w środku. Podobny wydech kosztuje około 300 złotych, ale produkt marki Walker już dwa razy tyle.

Razem z nowymi oponami do ceny zakupu Fiata dorzuciłem jeszcze kolejne 100% w wydatkach, ale z ubezpieczeniem utrzymałem się poniżej granicy 8 tysięcy złotych. Mam zdrowy blacharsko, idealny w kabinie i sprawny mechanicznie samochód na dalsze kilometry jazdy.

Ktoś powie, że za te 8 (plus opłaty towarzyszące wprowadzeniu samochodu na obszar Polski) to już prawie tyle co naprawdę ładne Mondeo, o którym wspomniałem na wstępie. Tyle, że do niego doszłyby rzeczone opłaty i na pewno coś do zrobienia, więc niech by się to skończyło na 10 tysiącach.

Czas pokaże jak sprawuje się wiekowy produkt włoski, ale doświadczenia z moją Y10 każą zachować optymizm. Aha, nie mówiłem wam, ale z końcem września pożegnałem też „Maleństwo”. Takie koleje losu, że coś się kończy a coś zaczyna. Jeszcze do tego wrócę.

3 komentarzy

Brawo, tez uważam, że dobrze wyekwipowany, starszy model ale z małym przebiegiem, jest znacznie lepszy, niż w miarę nowoczesny ale kompletnie wyeksploatowany, tzw nowoczesny. Forte w doprowadzeniu podzespołów do nominalnej pracy, ma bezwzględnie „coś ” do powiedzenia. Popatrzcie na regenerację starego Porsche 928 https://www.forte-nwe.pl/utrata-mocy-i-optymalnej-pracy-silnika-w-porsche-928. Właściciel za naprawę wymienionych w filmie usterek, zapłąciłby majątek.

Gratuluję! Poza zaletami w postaci dobrego stanu i wyposażenia.. pozostał włoski klimat.. no i pewna unikatowość bo nie łatwo na drodze spotkać „Mareę w sedanie”.. za to Mondeo już tak..

Powodzenia!!

Ps- Y10 to rzeczone „maleństwo”?

Hej,
Dziękuję, chociaż podkreślam, że to jednak taki zwyklak jak by na to nie patrzyć. Z drugiej strony, jeździli nimi Carabinieri a oni jak mało kto dbają o styl ;).
Maleństwo to Y10, tak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *