fbpx

Ogórkiem do przedszkola.

Ogórkiem do przedszkola.

Ogórkiem do przedszkola.

Krzywo spoglądam na entuzjastów jazdy Ogórkiem. Sam się nim najeździłem do przedszkola i dobrze pamiętam, że najczęściej kierowca podnosił osłonę silnika i oznajmiał koniec jazdy. Mróz czy ukrop.

Takie to były czasy i ten, kto ich nie pamięta, niewiele wie o znoju transportu publicznego. Co ja mówię, jazda współczesnym autobusem czy tramwajem to zwyczajny luksus. Nie dość, że przyjeżdża toto o czasie, to jeszcze jest klimatyzowane, ciche i szybkie.

W porównaniu, z dzisiejszymi rozwiązaniami, pasażerów tzw. zbiorkomu sprzed lat, traktowano trochę jak węgiel. Należało ich przemieścić, ale tylko z grubsza. Nie liczyła się wygoda czy terminowość wykonania usługi. Należało być wdzięcznym, że w ogóle do niej doszło.

Nieżyjący Jan Kobuszewski, najlepiej oddał to w skeczu z hydraulikiem. Nie wdając się w szczegóły, wszak nikt nie dogoni pana Jana w jego maestrii, wieńczące wszystko stwierdzenie o tym, że „pan klient może panu majstrowi skoczyć” pozostawało wiążące dla wszystkich.

Dzisiaj, to co innego. Jak się autobus lekko opóźnia, już jest afera. A nie daj Boże, żeby w nim było tłoczno. Nie wspominam o takich oczywistościach, że pojazd ma „klękać” dla matki z wózkiem czy anonsować kolejne przystanki, dla roztargnionych użytkowników smartfonów.

Wiele się, zatem, zmieniło. I dobrze. Ale, gdybyście mnie zapytali, miałbym dzisiaj frajdę z obserwacji spanikowanych pasażerów, którym kierowca oznajmił awarię rydwanu. Co się, przecież, wciąż zdarza. Więc, nie bądźmy tacy do przodu bo… może nam z tyłu zabraknąć 😉.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *