fbpx

Łapanie ostatniego słońca.

Łapanie ostatniego słońca.

Łapanie ostatniego słońca.

Niby nie ma lepszego słońca, niż to zimowe, ale biorąc pod uwagę krajowe podejście do kwestii odzyskiwania przyczepności na drogach, korzystanie z nich zimą jest dla klasyka mało zdrowe.

W sumie szkoda, nasze starsze samochody na pewno świetnie się do tych warunków nadają. Po pierwsze, są przeważnie lekkie, po drugie, proponują doskonałe wyczucie na kierownicy. Nie jadą tępo przed siebie, kierowane sugestiami ESP, ABS i cholera wie czego jeszcze. Dlaczego? One tego najczęściej, po prostu, nie mają.

Niezależnie od dalszych powodów, jazda klasykiem w polskich warunkach, niesie ze sobą sezonowość. Jeździmy przez jakieś pół roku, od kwietnia do listopada. Mniej więcej tyle, ile trwa u nas korzystanie z letnich opon. Wiem, wiem, nie jest to fajne, ale z drugiej strony, lepsze to niż narażanie ulubionego auta na kontakt z błotem i solą.

Jak już zapowiadałem, wybieram się do specjalistów od zabezpieczenia podwozi, będę chciał tam przyjrzeć się ich podejściu do sprawy. Kupuje mnie argument pokrywania podwozia przezroczystą powłoką. Za nic nie zgodzę się na ochlapanie Autobianchi bitexem czy inną valvoliną. Marzy mi się taki wosk, jaki odkryłem, po latach, na podwoziu jednego ze swoich BXów.

Ad rem, bo odchodzę od tematu. Ostatnie jesienne promienie słońca, w klasyku smakują wspaniale. Rankiem jest chłodno, rześko. Już wychodząc z psem, możemy z satysfakcją zawiesić oko na pięknej linii samochodu. Po śniadaniu, nic prostszego, jak wymyślić pretekst do przejażdżki. To może być cokolwiek, od wizyty u klienta, po kawkę u kolegi.

Klasyk startuje do jazdy z wielką ochotą. On też czuje, że zbliża się czas zimowej hibernacji. Nie lubi tego, ale rozumie, że to dla jego dobra. Tylko na tej zasadzie pozwala się wstawić do suchego i przewiewnego pomieszczenia. Wie też doskonale, że za kilka miesięcy, słońce znowu zaświeci i będziemy razem śmigać. Pod byle pretekstem.

Odwiedziłem kilka estetycznych miejsc, drogich memu sercu. Pokazałem je klasykowi. Spodobały się. Cieszę się takimi przejazdami, cieszy mnie też pozytywna reakcja osób tzw. trzecich. Coraz więcej z nich zwraca uwagę na starsze pojazdy. Kiedy zaś to robią, najczęściej spotykam się z reakcjami życzliwymi. To jest bardzo miłe.

No cóż, pojeździli, powarczeli, niestety nadchodzi czas zimowego snu. Ciekaw jestem, jak to jest u was, czy też wstawiacie auto na zimowanie czy służy wam ono przez cały czas, nie zważając na warunki pogodowe i drogowe. A może macie jakieś zdjęcia? Zapraszam do zamieszczania, może powstania galeria klasykowania?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *