fbpx

Klasyk klasykowi... pomaga.

Kiedy organizujesz imprezę na światową skalę, taką jak Rajd Pekin-Paryż, musisz pomyśleć o jej zabezpieczeniu. Kiedy zaś o tym mowa, wypada wybrać samochód, który wesprze klasyczne auta na dystansie 15 tysięcy kilometrów i sam nie będzie wymagał uwagi.

Wybór, w takim przypadku, nie jest prosty. Samochód zabezpieczenia rajdu na takim dystansie, musi spełniać kilka kryteriów. Po pierwsze, powinien mieć właściwości auta terenowego, ale komfort osobówki. Po drugie, być w stanie przetransportować ekipę, sprzęt, narzędzie, podstawowe części. Po trzecie zaś, i chyba najważniejsze, utrzymywać prędkość, która dorówna sportowym autom z przeszłości. I się nie zepsuć.

W trasie z 2019 roku wybór padł na Toyotę Hilux, a konkretnie na piętnaście takich pojazdów. Wszystkie z silnikiem wysokoprężnym i manualną skrzynią biegów oraz napędem na cztery koła. Samochody dodatkowo wyposażono w zabudowy skrzyni, sprzęt telekomunikacyjny u nawigacyjny oraz… opony AT Yokohama Geolandar. Tak przygotowane auta, zabezpieczyły trasę, przewiozły ekipy lekarskie i sędziowskie, a także posłużyły jako ruchome warsztaty dla uczestników imprezy.

Skąd ten wybór? Cóż, podpowiedziała go historia. Hilux obchodził w zeszłym roku pięćdziesiąte urodziny ale, wbrew swojej nazwie wynikającej z powiązania angielskich słów „high” i „luxury”, dostawcza Toyota była z początku samochodem o wyraźnie utylitarnym charakterze i dopiero dodawanie wersji i wyposażenia oraz fakt, że została przyjęta przez użytkowników jak samochód do pracy w tygodniu oraz rodzinny w weekendy sprawił, że Hilux coraz stawał się coraz bliższy idei użytkowego auta o komforcie osobówki.

Organizatorem Rajdu Pekin-Paryż jest ERA – Historic Endurance Rallying Organisation, która ma siedzibę w Wielkiej Brytanii. Wybór Hiluxa mógł być zatem spowodowany karierą, jaką ten model zrobił, po materiale pokazanym w jednym z tamtejszych programów telewizyjnych.

Jeremy Clarkson i Richard Hammond podjęło wyzwanie najszybszego dotarcia do północnego bieguna magnetycznego przy czym Hammond miał posłużyć się tradycyjnym psim zaprzęgiem a Clarkson komfortowo pomknąć samochodem terenowym.

Znany z zamiłowania do kontrowersji Jeremy, wybrał Toyotę Hilux, identyczą z tymi, które pojechały w Rajdzie Paryż-Pekin, nawiązując do przeprowadzonej wiele lat wcześniej próby zniszczenia japońskiego pikapa. Tym razem jednak musiał na Toyotę bardziej uważać. Na kilka dni miała się ona stać domem i autem wyścigowym dla niego i towarzyszącego w kabinie Jamesa May’a.

Hilux zwycięsko dowiózł Clarksona i May’a na biegun a Jeremy i James tak polubili tę maszynę, że trzy lata później powrócili na Islandię, aby tym samym samochodem dojechać jak najbliżej przebudzonego wtedy, i zadymiającego nawet Wyspy Brytyjskie, wulkanu Eyjafjallajokull.

Hiluxy Rajdu Pekin-Paryż, już w piątek dotrą do mety imprezy. Wraz z nimi dotrze tam 120 załóg w przeróżnych wozach. Najstarszymi są Contal Mototri Tricycle z 1907 roku oraz White MM Pullman z 1910 roku. Zaś najnowsze to dobrze znane u nas Mercedesy 280 SLC z 1976 roku. Wśród innych pojazdów rajdu warto wymienić jeszcze: Porsche 356A, Bristola 403, Forda A z 1930 roku, Bentleya Super Sports z 1925 roku, Bentleya Speed 8 z 1931 roku, Chevroleta Fangio Coupe z 1938 roku, Citroena 11B, Austina Healey 100/4, Ferrari 208 GT4, Porsche 911, Jaguara Mk II, Forda Mustanga, Bentleya S1, Rolls Royce’a Silver Shadow, Jensena Interceptora czy kilka ekip w Datsunach 240Z.

W trakcie postoju Rajdu w Mikołajkach, rozmawiałem z kierowcą jednej z Toyot. Pytałem, jak auto sprawdziło się na trasie. Był Hiluxem zachwycony, a zważywszy, że dziennie pokonują nie mniej niż 500-600 kilometrów, a trasa imprezy wiodła najpierw przez Mongolię a potem Kazachstan i Rosję, nie należy oczekiwać zbyt wiele od tamtejszych dróg. W każdym z samochodów z podwójną kabiną, jadą dwie osoby, jak w wyzwaniu Top Gear. Na tylnej kanapie wiozą swoje osobiste rzeczy, w ładowni znajduje się tylko sprzęt związany z imprezą.

Na koniec, zapytałem, czy zza kierownicy Hiluxa można poczuć trudy imprezy? Dowiedziałem się, że owszem, dystans jest spory a przecież zawsze muszą być przed czołem wyścigu, aby przygotować wszystko na miejscu. Tym niemniej, nie chcieliby się zamienić z uczestnikami.