fbpx

Jubileusz na Bytomskiej.

Jubileusz na Bytomskiej.

Kiedy byłem młodym adeptem dziennikarstwa i wyjechałem na Targi Poznańskie, odwiedziłem skromne stoisko koreańskiej marki Hyundai gdzie przeprowadziłem wywiad z ówczesnym menadżerem. Niedługo po tym, zaproponowano mi tam pracę.

To były niesamowite czasy. Z moim szefem, panem Y.Y. Oh, spotykałem się w hotelu Marriott gdzie wynajmował pokój, który był jednocześnie pierwszym biurem marki Hyundai w Polsce. W hotelowym garażu parkowała dwulitrowa Sonata, którą zabierałem na przejażdżki po stolicy i w trasy.

Kiedy we dwóch budujesz koreańską markę w Polsce, nie ma podziału zadań ani godzin pracy. Pracujesz na okrągło i robisz wszystko, od spotkań z wielkimi krajowego biznesu, przez wizyty w Polmozbytach, po wymianę ukłonów z ubranym jak mnich prezesem koncernu.

Te wszystkie wspomnienia wróciły do mnie, kiedy przypadek zaprowadził mnie ponownie za kierownicę Hyundaia. Zabawne, nie siedziałem w tych samochodach przez trzydzieści lat, z drobnym epizodem samochodu Matrix, który przez chwilę był w moich rękach. I miło zaskoczył.

Powrót do macierzy odbyłem w wielkim stylu, wziąłem bowiem na dobę model Tucson z aktualnej oferty, na dodatek model z napędem hybrydowym i raczej mocno kompletną listą dodatkowego wyposażenia. A mimo to wciąż hamujący z ceną na poziomie około 180 tysięcy złotych.

Do Tucsona wsiadałem z nieśmiałością. Bardzo chciałem żeby mnie nie rozczarował, a zarazem byłem w 100 procentach podejrzliwy do tego, co Koreańczycy osiągnęli w tak, w sumie, niedługim czasie. Na szczęście, nie rozczarowałem się.

Tucson był jednym z kilku SUVów, które bliżej poznałem w ostatnim czasie, wszystkie pozostałe należały do segmentu premium, co podkreślam bo Hyundai w zasadzie do niego przystaje. To jednak wyłącznie w ludzkich głowach, bo w praktyce niczego mu nie brakuje.

Można spierać się co do stylu samochodu, niektórzy lubią, inni nie. Nie da się jednak dyskutować z wrażeniami z jazdy, bo doskonale dopracowana amortyzacja po prostu nie przechodzi mimochodem. Podobnie jak sprawność napędu, aż się wierzyć nie chce, że pod maską pracuje tylko benzynowe 1.6.

O ile doba z Tucsonem przypadła na znaczne mrozy a w jej trakcie miałem kilka zadań do wykonania, wiedziałem, że pojadę nim na Żoliborz. Nie żebym był jakimś super miłośnikiem kotów, ale faktycznie wylądowałem niemal vis a vis Kociarza, na Bytomskiej pod 13tym.

To tam przenieśliśmy biuro koreańskiego giganta i właśnie na Bytomskiej nauczyłem się jak wielka to była (już wtedy) organizacja, w jakich stosunkach z Japończykami. Poznałem również smród gotowanych ogonów wołowych (super zupa) i szokujący smak oryginalnej kimchi.

W biznesowym stroju nie utrzymałem się zbyt długo i opuściłem biuro dla pracy w nowo wówczas formowanym newsroomie Trójki. Mieliśmy tam satelitę z MTV i dwóch wspaniałych nauczycieli zawodu, jeszcze rodem z PAP, których słuchaliśmy jak zaczarowani.

Pana Y.Y. Oh spotkałem na kolacji przed jego wyjazdem z Polski, kilka lat później. Biuro marki mieściło się wtedy w budynku księgarni Universus. Porozmawialiśmy kurtuazyjnie o naszych sprawach, o jego powrocie do domu, który dotąd odwiedzał tylko raz w roku.

Z okazji naszego Reunion podarowałem byłemu szefowi zimowy obrazek wiejskiej chaty a on obiecał, że powiesi go w domu i będzie mile wspominał nasze pierwsze miesiące, w których bardzo go wsparłem. Właśnie dlatego Hyundai zajmuje w moim sercu ciepłe miejsce. Tucson też.

Dziękuję panu Michałowi Kryczce z Hyundai Motortest na ul. Hynka 2a za udostępnienie Tucsona i zapraszam do zapoznania się z modelem.

Marcin Suszczewski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *