fbpx

Jaś Gąbeczka.

Jaś Gąbeczka.

Jaś Gąbeczka.

Kiedy nie chce mi się machać ręką i zginać kolan a jednak wolałbym jechać samochodem czystym to udaję się na Stegny do automatycznej myjni tekstylnej nazywanej potocznie „u Gąbeczki” bo myje delikatnie i bez zarysowań.

Co nie znaczy, że już kilka razy nie spotkały mnie tam różne dziwne niespodzianki, bardziej związane z niedoborami posiadanego rydwanu niż konstrukcji samej myjni. Ostatnio, w moim nowym daily, zaleciałem tam ponownie. Wszystko było fajnie aż nie polała się woda.

U „Gąbeczki” zraszają nadwozia obficie bo zależy im na tym aby przegnać zeń kurz i piach więc w pierwszej fazie mycia wody pojawia się całkiem sporo. U mnie pojawiła się ona niestety również w lampce sufitowej. A potem na desce rozdzielczej i okolicach.

Cóż, w samym tunelu myjni niewiele możesz zrobić by zapobiec potopowi, ale po wyjeździe można zastanowić się jak woda przedostała się do środka. Jeden rzut oka na bazę anteny dachowej powiedział mi wszystko, co chciałem wiedzieć.

Uchylenie klapki, co przyszło naprawdę łatwo, obnażyło pewną ilość uszczelniającej pianki w obudowie anteny. Natomiast baza samego urządzenia odstawała od powierzchni dachu, wpuszczając tym samym wodę do środka.

Wiadoma sprawa, wszystko jasne. Poza jednym. Zamówiłem natychmiast nową antenę, która z przesyłką kosztowała jakieś 30 złotych. Założenie jej to kwestia minut. I nie wychodzę ze zdziwienia, że można tego nie zrobić.

Dlaczego tak oszczędzać w oczywistych miejscach i pozbawiać się przyjemności suchej wizyty w myjni zamiast ryzykować zwarcie w lampce i korozję pod bazą anteny kiedy 30 złotych rozwiązuje cały problem. Nie wiem, nie zrozumiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *