fbpx

Gwiazdorzenie na planie.

Gwiazdorzenie na planie.

Gwiazdorzenie na planie.

Wiele mówi się dzisiaj o wymaganiach gwiazd kina i estrady. Lista życzeń potrafi, czasem, nie mieć końca. Są jednak przypadki, że prawdziwa gwiazda czeka spokojnie na znak do działania. A potem robi swoje.

Bywają takie chwile w życiu miłośnika starszej motoryzacji, że czuje się doceniony za swoje hobby. Inni okazują zainteresowanie (nie mylić z politowaniem) i, przez tę krótką chwilę, masz wrażenie, że twój wybór samochodu (a nie drogi życiowej) był słuszny.

Oczywiście, żeby tak się stało, musi zaistnieć szereg sprzyjających czynników, jak pogoda, czystość auta, twój wolny czas, wreszcie ten ktoś, osoba trzecia, która okaże zainteresowanie, a nawet zachwyt, twoim samochodem.

O ile takie  sytuacja mogą się zdarzyć na ulicy czy pod kawiarnią, to bywa, że właśnie twój samochód zostanie zaproszony do udziału w pracy na planie zdjęciowym. Taka okoliczność spotkała niedawno Autobianchi. I, w pewnym sensie, mnie.

Okazało się bowiem, że do produkcji filmowej zbierano samochody z 1986 roku. Albo zbliżone. Co gorsza, poszukiwania rozpoczęto z jednodniowym wyprzedzeniem, więc wybór też nie było wielki. W takim, dramatycznym, stanie rzeczy, Y10 została zakwalifikowana.

Nie mogę zdradzić (mówi się spoilerować) treści filmu. Ale nie odkryję chyba tajemnicy, jeśli powiem, że produkcja dotyczy kariery najbardziej znanego gwiazdora nurtu disco polo z imieniem na „Z”. Moja, a właściwie Autobianchi, scena, rozgrywała się zaś pod jednym z ówczesnych akademików.

Jeśli wydaje się wam, że taki plan to nic wielkiego, to jesteście w wielkim błędzie. Samych dostawczaków ze sprzętem naliczyłem z dziesięć. Do tego dwa autobusy, jeden z garderobą a drugi bar. A do tego, na oko, z pięćdziesiąt osób obsługi planu i aktorów oraz statystów.

Nas, samochodziarzy, było kilku. Dwóch kolegów przyjechało Cygarem i Szczupakiem. Był też Maluch w kolorze koralowym oraz Toyota Starlet, której jednak na zdjęcia nie zaproszono. O dziwo, autem, które wybrano do sceny „jechanej” było właśnie Y10.

O tyle to zadziwiające, że w 1986 roku, te samochody nie dominowały pod polskimi akademikami. Przez chwilę, zresztą, udział Autobianchi wisiał na włosku kiedy ktoś z ekipy zakwestionował wiek auta. Okazanie dowodu rejestracyjnego ugasiło zarzewie wątpliwości.

Przyznam, że praca tego planu była bardzo sprawna. Zdjęcia „naszych” scen przebiegły szybko i mieliśmy czas żeby jeszcze porozmawiać w autobusie barowym, a nawet uraczyć się tam kawą i gofrem.

Taka mała, powiecie, przygoda, nie ma o czym mówić. Uważam, że jest. Okazuje się bowiem, że są takie sytuacje, kiedy nasza motoryzacja jest komuś potrzebna i wtedy mamy okazję przeniknąć do innego, często zupełnie nieznanego świata.

Nietypowe hobby mają właśnie to do siebie, że światu zdarza się zwracać na nie uwagę. I dobrze, że tak jest. Wtedy możemy przeżyć ciekawe chwile, poznać nowych ludzi a nawet… zaistnieć na scenie. Nie powiedziałem wam bowiem, że sam też zagrałem, u boku Y10, mały epizod.

To, z kolei, oznacza, że będziecie mogli zobaczyć mnie… w kinie. Tak, dobrze czytacie. Produkcja ta to bowiem pierwsze, na tak dużą skalę, kinowe zaangażowanie TVP. Pikanterii dodaje fakt, że debiut niżej podpisanego na wielkim ekranie odbędzie się w moje urodziny. Do kin zapraszam was już 14 lutego 2020 roku.

Tak o filmie napisały Wirtualne Media: 

W filmie młodego Martyniuka gra Jakub Zając, a dorosłego – Krzysztof Czeczot, zaś w rolę żony piosenkarza wciela się Klara Bielawka. Scenariusz napisała Marta Hryniak, a reżyserem jest Jan Hryniak. – Film pokazuje postać Zenona Martyniuka, który już jako nastolatek zakochany był w muzyce disco lat osiemdziesiątych. W karierze muzycznej wspiera go wujek – zawodowy muzyk. To dzięki jego zaangażowaniu Zenon Martyniuk po raz pierwszy staje przed publicznością, to on jest jego nauczycielem, który udziela mu pierwszych, cennych wskazówek oraz rozwija jego wrażliwość i miłość do muzyki. Kazik, jego najbliższy przyjaciel i romskie środowisko, w którym wzrastał Martyniuk kształtują jego muzyczny styl – napisano w zapowiedzi filmu. – To opowieść pokazująca prawdę o fenomenie muzyki disco polo i o tym, że warto mieć marzenia. Inspiracją do filmu stała się biografia Zenona Martyniuka, chłopaka z podlaskiej wsi, który spełnia swoje wielkie marzenie, by dawać ludziom radość poprzez muzykę i śpiew. Film ukazuje drogę Martyniuka do ogromnego sukcesu, który osiągnął dzięki uporowi i ciężkiej pracy, zyskując miano króla muzyki disco polo – dodano.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *