fbpx

Guma czy welur?

Guma czy welur?

Przez lata wyboru nie było, w najlepszym razie mieliśmy w samochodach gumowe dywaniki i koniec. A potem doszła luksusowa opcja welurów. Cóż to był za szyk, pani w szpilkach mogły prezentować stopy z gracją zamiast, jak wcześniej, w kaloszu.

Podnoszą się głosy, że dywaniki w kabinie samochodu to nic ważnego. A jednak kiedy patrzę po zimie na gumowe dywaniki w moim Fiacie to wiem, że na pewno tak nie jest. Weluru na zimę szkoda, ale guma po sezonie z solą na drogach prezentuje się w opłakany sposób.

Cóż, taka jej rola i gumowe korytko musi wytrzymać konfrontację ze śniegiem, błotem i wodą. Przede wszystkim utrzymać je z dala od wykładziny kabiny naszego auta. Co innego latem, kiedy woda, błoto się zdarza, ale sól to już raczej nie.

Na letni czas powinniśmy mieć w samochodzie coś, co doda kabinie wyglądu oraz sprawi, że lekkie obuwie mniej będzie się niszczyło niż od gumowego korytka. Po to właśnie mamy dywaniki materiałowe, potocznie zwane welurowymi, chociaż z tym materiałem niewiele mają wspólnego.

Co nie znaczy, że na podłodze samochodów luksusowe materiały są czymś niespotykanym. Rolls Royce i Bentley gustują w grubych i gęstych materiałach jakie z powodzeniem można rozścielić na podłodze sypialni. Pozostali producenci podchodzą do sprawy bardziej pragmatycznie.

Nie wiem czy zwracacie uwagę na zapach samochodów, a przecież jest on wypadkową woni wydzielanej przez lata z dywanów właśnie a także plastików i tapicerki. Oczywiście skórzane tapicerki pachną nieco inaczej i tylko wzbogacają bukiet z jakim obcujemy w danym samochodzie.

Nie wiem czy zwracacie uwagę na zapach samochodów, a przecież jest on wypadkową woni wydzielanej przez lata z dywanów właśnie a także plastików i tapicerki. Oczywiście skórzane tapicerki pachną nieco inaczej i tylko wzbogacają bukiet z jakim obcujemy w danym samochodzie.

Statystycznie to jednak dywanu mamy w samochodzie najwięcej i to on jest odpowiedzialny za atmosferę wnętrza. Z kolorem włącznie, bo przecież dywany do samochodów oferowano niegdyś w multum barw, a nie czarnym jak to ma miejsce współcześnie.

Im starszy samochód tym w kwestii dywaników jest gorzej. Te, które auto otrzymało jako nowe już dawno się zużyły, rozkompletowały, zagubiły. Koniec końców, zostajemy z niepełnym lub marnym kompletem i nie ma specjalnie możliwości powrotu do stanu pierwotnego.

Są jednak wyjątki. W mojej karierze udało mi się kilka razy dokupić do starszego samochodu fabryczne dywaniki w stanie nowym lub jak nowym. Nie powiem, to prawie jak biały kruk dla miłośników książki.

Powiecie, że przecież jest szeroka oferta produkcji tzw. aftermarket, ale spasowanie owych pozostawia jednak nieco do życzenia, nie wspominając o poczuciu rozczarowania jakie oferują. Ja ich w każdym razie nie lubię.

Jakież więc było moje zadowolenie kiedy wrzutka w allegro wygenerowała mi na jesieni komplet fabrycznie nowych, jeszcze zapakowanych, welurowych dywaników do Marei. Nie byłem w stanie uwierzyć własnym oczom. Ani to żaden Mercedes, a i ponad 30 lat minęło od świetności.

Tym niemniej pozyskałem ten komplet i teraz nadszedł czas rozłożenia ich w kabinie. Premierę poprzedziłem skrupulatnym odkurzeniem kabiny oraz wyczyszczeniem kompletu, który służył mi zimą. A potem na podłogę trafiły welury. Sami popatrzcie, tak się prezentują.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *