fbpx

Fala.

Fala.

Kiedy już przebrzmiały echa wystąpień oficjeli, konkretnie dzień po otwarciu, odbyłem przejażdżkę nowym tunelem warszawskiej POW. A potem, dla pewności, jeszcze raz. Tego samego dnia.

Tunel, jak tunel. Nie jest ani w niczym specjalnie lepszy, ale też na pewno nie gorszy od innych. Całkiem długi, z wyraźnym spadkiem a potem wzniosem. Mówią, że ten kształt jest wymuszony przebiegiem linii metra na Ursynowie i pewnie mają rację.

Na otwarcie tunelu czekałem, jako mieszkaniec Falenicy, od roku. Wtedy bowiem otwarto pierwszy odcinek POW i już czuło się jak to człowiek będzie śmigał spod domu do… a choćby Berlina. I to z pominięciem korków, świateł i co tam jeszcze Warszawa rzuci pod koła.

Od pierwszych metrów, kiedy samochód mija dotychczasowy koniec POW, na Przyczółkowej, przed szybą roztacza się inny świat. Po prawej widzimy, co prawda tylko przez chwilę (bo potem ekrany) morze świateł luksusowego Wilanowa. Po lewej dalszy ciąg wrzosowisk, na których tę dzielnicę pobudowano. Swoją drogą, POW może się okazać klątwą dla sławnego miasteczka. Owszem, tak wysokiego ekranowania jeszcze w Polsce nie widziałem, ale czy taka zasłona powstrzyma od degradacji nastroje w tej części miasta? Zobaczymy.

Warto dodać, że otwarcie tunelu wykorzystano też na połączenie Wilanowa z Ursynowem. Przez lata, aż się o to prosiło, i w końcu jest. Niepozorna uliczka Branickiego pnie się po skarpie aby za skrzyżowaniem z Rosoła w końcu przejść w równie niepozorną uliczkę Płaskowickiej.

My jednak jedziemy ku tunelowi, który właśnie ukazuje się oczom. Morze świateł, trzy pasy, eleganckie szarości. To się może podobać. Wjeżdżam w najdłuższe takie coś w Polsce i próbuję smakować, wyłapać coś, co zostanie we mnie już na zawsze. Pierwsze wrażenie.

Tu dygresja, ale wspomniałem już, że mieszkam w Falenicy gdzie niemal wszystkim rządzi spółdzielnia „Fala”. Ma ona pod sobą grunty, budynki, nawet stację benzynową i kompleks warsztatów samochodowych. Nie ma chyba tylko betoniarni. A szkoda.

Wracam do tunelu. Już od kilkudziesięciu metrów doświadczam falowania. Samochód buja się z kół przednich na tylne. Nieznacznie, ale jednak. Co gorsza, to wrażenie w ogóle nie mija. Jedziemy tak, w falującym rytmie. Czyżby złudzenie.

Sprawa męczy mnie i nie daje myśleć o niczym innym. W końcu od roku czekam na możliwości śmigania tunelem, mam rodziców na Bemowie i częstą potrzebę wyjazdu z miasta w zachodnim kierunku. Czyli tunelem właśnie. I co, za każdym razem mam się w nim bujać?

Wieczorem wracam do tunelu, tym razem z synem. Zapowiadam mu jakie to epokowe wydarzenie i że do dziadków teraz w pół godziny dojedziemy, zamiast w godzinę. Jest dobrze, nawet wjazd mu się podoba. A potem rzuca: „A czemu tu tak buja?”.

Czar pryska. Przez całą długość w kierunku zachodnim jedziemy w milczeniu. Na wysokości lotniska zawracam i daję tunelowi ostatnią szansę. Wjeżdżamy do niego z Mercedesem CLK, z tych nieco nowszych. I co ja widzę, kierowcy Mercedesa mało głowa nie odpadnie. Głowa w aucie na sąsiednim pasie buja się miarowo, zostaję nieco za nim, ba, cały samochód podskakuje.

Teraz już wiem, to nieodwołalne. Nawierzchnia w tunelu POW jest do wymiany. Układano ją w technologii góra trzech metrów. To sprawia, że co mniej więcej tyle, następuje bujnięcie wzdłużne i przechodzimy do kolejnego etapu. Masakra.

Jak mówię, taką sytuację zastałem dobę po otwarciu tunelu. Pozostaje wierzyć, że nawierzchnia się ułoży jakoś, sama, ale nie mam co do tego wielkiego przekonania. Innymi słowy, czy czeka nas wymiana nawierzchni w tunelu za miliardy (nawiasem mówiąc, chyba ponad cztery).

Zmierzono, że w ciągu doby przez tunel POW przejeżdża prawie 70 tysięcy samochodów. Wiele z nich to ciężarówki, dla których tunel jest błogosławieństwem w tranzycie przez stolicę. Jak tym wszystkim kierowcom wytłumaczyć, że tę drogą zamkniemy aby wymienić nawierzchnię?

Co ciekawe, już w minionych miesiącach, taka zmiana została tam przeprowadzona. Jeden z odcinków miał zerwaną nawierzchnię, którą następnie położono od nowa. Nie wiem, w którym miejscu, pod kołami nie wyczułem różnicy.

Jak zatem oceniam nowy odcinek tej ważnej drogi? Cóż, jest bardzo ważny, potrzebny a może wręcz konieczny. Czekaliśmy na to, mieszkańcy, latami, więc nie wypada teraz narzekać. Natomiast szkoda, że wisienka, na tym drogowym torcie, jest robaczywa.

Chętnie posłucham waszych opinii na temat tunelu. Może mam zwidy a może zawieszenie leciwego Fiata źle znosi nowoczesne rozwiązania drogowe. Dajcie znak jak wrażenia po pierwszej przejażdżce. A najlepiej, po drugiej, żeby mieć pewność, że pierwsze wrażenie się nie zatarło.

Zdjęcie: Artur Węgrzynowicz/tvnwarszawa.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *