fbpx

Rok temu w Nadarzynie.

Rok temu w Nadarzynie.

Rok temu w Nadarzynie.

Ten model mnie zwyczajnie prześladuje, ale kto by pomyślał, że nawet zwyczajna przechadzka po Oldtimer Show w Nadarzynie – tutaj – też musi człowieka zaprowadzić do Chevroleta Monte Carlo? Czy to był ostatni raz? Życie pokazuje, że wcale nie.

W 1993 roku kupiłem sobie za własne zarobione nowy samochód w salonie. Ponieważ to byłem ja, wybór padł na Citroena AX. Stać mnie było tylko na wersję z podstawowym silnikiem a i to za sprawą kredytu na zakup. Cóż, czerwony AX był mój.

Pojeździłem nim trochę, nawet ze 60 tysięcy kilometrów aż pewnego razu los zaprowadził mnie do salonu Polex na Żwirki i Wigury w Warszawie. To już nie był ten Polex co kiedyś, ale w krzakach stał samochód, który mnie zwyczajnie zahipnotyzował – granatowy Monte Carlo z winylowym dachem.

Wiele tygodni trwało zanim namówiłem ówczesnego właściciela Monte do… zamiany. Tak, przyjął mojego AXa w zamian za Chevroleta. Niektórzy pukali się znacząco w czoło, ale ja byłem wtedy najszczęśliwszym mieszkańcem Ziemi.

Monte zjeździłem wzdłuż i wszerz. Miało swoje wielkie i nie całkiem wspaniałe momenty, jak chyba każdy samochód. Kiedyś pojechałem nim na pokazy lotnicze do Dęblina i zostałem zaproszony z ulicy na parking VIP.

Innym razem, a pracowałem wtedy w zagranicznej agencji reklamowej, pojechałem nim służbowo do Hamburga. Jakież było moje zdziwienie gdy podjechałem pod siostrzane biuro w dzielnicy Altona i odkryłem tam… inne Monte zaparkowane wprost pod drzwiami.

Kochałem ten samochód, ale w końcu przekazałem go w ręce Mariusza Głodnego, specjalisty od amerykańskiej motoryzacji. Miejsce Chevroleta zajęło Volvo 240 kombi i z nim również udało mi się przeżyć wiele  ciekawych kilometrów.

Po Volvie były kolejne, ale to właśnie Monte Carlo ma w moim moto sercu swój własny ogródek dlatego zaczyna ono bić znacznie mocniej kiedy (co zdarza się już naprawdę sporadycznie) na horyzoncie rysuje się kuzyn mojego auta. A ten jest na dodatek w wersji SS.

Ten SS jest z rocznika mojego Monte, ale lata odcisnęły na nim już swoje piętno. Nie tylko w postaci zużycia i np. odklejania podsufitki, ale też elementów tuningu, niekoniecznie udanych. To wszystko można naprawić, zwracam jedynie uwagę, że samochód tego wymaga. Stąd pewnie cena.

Chcecie poczuć jak to jest za kierownicą takiego Chevroleta? Nic prostszego, pod galerią filmik.

Chevrolet Monte Carlo SS

Rocznik: 1986

Cena wywoławcza: 29 900PLN

Kontakt: 602 300 500

Link

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *