fbpx

Na liście samochodów, które chciałbym poznać bliżej, niezmiennie i od lat, utrzymuje się BMW E30. Różne krążą o nim opinie, że zbyt proste na BMW, za małe. Mnie to nie obchodzi, model zwyczajnie mi się podoba.

Na Beczkę patrzy się ze spokojem, który ona w człowieku zaprowadza. Z bardzo wielu, zresztą, powodów. Przede wszystkim prezentuje się spokojnie, tak właśnie jeździ. Zadbane W123 zaś, wystarczy do jazdy nam a i następne pokolenie się załapie.

Kilka dni temu, w ofercie zaprzyjaźnionego Oldstyle’a pojawił się śliczny biały Fiat 131. Niski przebieg, silnik 1.3. Mirafiori miał wszystko, co trzeba, żeby natychmiast znaleźć nabywcę.

Mija właśnie dziesięć lat, odkąd wziąłem się (ponownie) za pisanie o samochodach. Moje początki, co ciekawe, zbiegły się też z początkami Klasyki Gatunku, a wspólnym naszym mianownikiem była Lancia Thema 8.32 – dokładnie taka, jak ta na zdjęciu.

Nigdy inaczej o nim nie myślałem. Fiat 850 kojarzył mi się z motoryzacyjną emanacją smutku. Trochę jak nasz pierwszy Żuk. Zresztą każdy Żuk jest, moim zdaniem, brzydszy od Nyski. Co do Fiata zaś, właśnie zmieniłem zdanie.

Urocze są te BXy, ale jest jedno ale. Taki samochód pierwszej serii, którego miałem z silnikiem benzynowym, nie oferował wspomagania kierownicy. Na pewno nie w słabszej wersji, a mój był wyjątkowym golasem, o czym zaświadczał dumny napis „Leader” na drzwiach.

Brzmi to może trochę jak adres, ale każdy wie, że niełatwo taki znaleźć, wszak ulica o tej nazwie (przynajmniej w Warszawie) jest dość krótka i aż tylu domów raczej nie udałoby się tam upchać.

Mówi się, że Niemcy są skąpi ponad miarę kiedy przychodzi do instalowania seryjnego wyposażenia w samochodach, ale praktyka dowodzi, że Szwedzi nie są od nich wcale o wiele lepsi.

Zaletą samochodów terenowych jest to, że po pewnym czasie można je łatwo rozebrać, oczyścić, naprawić i poskładać z powrotem. Po takiej operacji, ma się pojazd jak nowy, na kolejne lata używania.

9/224